Witaj na blogu!

Witaj na moim blogu poświęconym mediom i reklamie. Znajdziesz tutaj wiele atykułów o tej tematyce. Mam nadzieję, że treści tutaj zamieszczone spodobaja Ci się i zostaniesz moim czytelnikiem na dłużej.
Zapraszam do lektury bloga!

Witaj na blogu!

Witaj na moim blogu poświęconym mediom i reklamie. Znajdziesz tutaj wiele atykułów o tej tematyce. Mam nadzieję, że treści tutaj zamieszczone spodobaja Ci się i zostaniesz moim czytelnikiem na dłużej.
Zapraszam do lektury bloga!

Witaj na blogu!

Witaj na moim blogu poświęconym mediom i reklamie. Znajdziesz tutaj wiele atykułów o tej tematyce. Mam nadzieję, że treści tutaj zamieszczone spodobaja Ci się i zostaniesz moim czytelnikiem na dłużej.
Zapraszam do lektury bloga!

Witaj na blogu!

Witaj na moim blogu poświęconym mediom i reklamie. Znajdziesz tutaj wiele atykułów o tej tematyce. Mam nadzieję, że treści tutaj zamieszczone spodobaja Ci się i zostaniesz moim czytelnikiem na dłużej.
Zapraszam do lektury bloga!

Witaj na blogu!

Witaj na moim blogu poświęconym mediom i reklamie. Znajdziesz tutaj wiele atykułów o tej tematyce. Mam nadzieję, że treści tutaj zamieszczone spodobaja Ci się i zostaniesz moim czytelnikiem na dłużej.
Zapraszam do lektury bloga!

 

OKREŚLENIE AUTORYTETU

Już samo określenie „autorytetu” naukowego wy­daje się niewłaściwe, gdyż teoretycznie jedynym sę­dzią jest w nauce ścisłej sama przyroda udzielająca nam odpowiedzi na pytania zadawane w formie do­świadczeń. Ale w rzeczywistości naukowcy w ogrom­nym stopniu polegają na opiniach uznanych specja­listów, przewodniczących konferencji naukowych, specjalistów zapraszanych na gościnne wykłady, autorów artykułów przeglądowych, arbitrów roz­strzygających spory pomiędzy recenzentami, redak­torów pism fachowych, członków komisji stypen­dialnych, jednym słowem, ludzi kierujących w na­szym imieniu sprawami nauki. W jaki sposób ów elitaryzm i autokratyzm godzi się z podstawowymi wymogami stawianymi naukowcom, takimi jak ele­mentarny demokratyzm i egalitaryzm, które winny dominować we wzajemnych stosunkach?

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

CZŁONKOWIE SPOŁECZNOŚCI NAUKOWEJ

Ale przecież członkowie społeczności naukowej nie są świętymi prostaczkami, jakimi ich przedsta­wiają niektórzy biografowie. Należą do organizacji społecznej, w której funkcje kierownicze i inicja­tywa intelektualna w sposób naturalny przechodzą w ręce ludzi zdolnych do ich sprawowania. W dy­skusjach, jakie w normalnym społeczeństwie pro­wadzi się na temat pojęcia równości, powszechnie używa się m. in. argumentu, że skoro nie wszyscy ludzie rodzą się z umysłem Einsteina, nie ma po­wodu traktować ich wszystkich w jednakowy spo­sób. Istotnie, nie wszyscy fizycy teoretycy odzna­czają się błyskotliwością Einsteina, nie wszyscy bio­fizycy posiadają zręczność Cricka i nie wszyscy ra­dioastronomowie pomysłowość Ryle’a.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

SKALA TALENTU

Skala talentu jest wśród współczesnych, aktywnie działających badaczy niezwykle rozległa, obejmuje zarówno ge­niusza posiadającego na swym koncie sto błyskot­liwych odkryć, jak i tępego posiadacza tytułu dok­tora, autora jednej niezbyt ciekawej pracy opubli­kowanej w mało znanym piśmie. Nie bylibyśmy ludźmi, gdybyśmy nie przywiązywali większej wagi do słów geniusza i nie dążyli do zdobycia posłuchu w stopniu co najmniej odpowiadającym naszemu wyobrażeniu o własnej pozycji intelektualnej.Nic więc dziwnego, że duża część zakulisowej działalności niewidzialnego uniwersytetu poświęco­na jest ustalaniu jego wewnętrznej hierarchii. Oczy­wiście sformułowanie oficjalnej listy starszeństwa, tak jak się to robi w hierarchii kierownictwa par­tyjnego, byłoby pogwałceniem wszelkich zasad do­brych manier i kurtuazji.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

DYSKUTOWANE SPRAWY

Ale sprawy te są nie­ustannie dyskutowane i dobre imię jednostek zależy od prywatnych plotek rodzących się w laborato­riach całego świata. Trudno się zatem dziwić, iż niektórzy wybitni naukowcy obsesyjnie dbają o za­chowanie zewnętrznego protokołu i dopatrują się dowodów umyślnego lekceważenia w takich zdarze­niach, jak niezaproszenie do udziału w konferencji, umieszczenie ich referatu w takim a nie innym punkcie porządku dziennego, w liczbie przyznanych im wykładów na letnim kursie oraz we wszystkim, co może stanowić symboliczną oznakę pozycji zaj­mowanej w tym małym, zamkniętym świecie. Ty­powym objawem próżności jest na przykład chęć uczestniczenia w możliwie jak największej liczbie konferencji, co uniemożliwia pełne uchwycenie ich znaczenia, zabieranie głosu częściej i dłużej niż ze­zwala regulamin, po to tylko, by nadać sobie upra­gniony prestiż.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

RYWALIZACJA W NAUCE

Ale w gruncie rzeczy sprawa rywalizacji we współczesnej nauce została na skutek dziennikar­skiej pogoni za sensacją trochę wyolbrzymiona. Wprawdzie istnieją pewne elementy rywalizacji w walce o zaszczyty i pożądane stanowiska, ale wszystko to odbywa się na ogół z zachowaniem dobrych manier, a wypadki nieuczciwej gry zda­rzają się niezmiernie rzadko. Od czasu do czasu po­wstają dosyć żywe polemiki na tematy naukowe; ale w końcu takie jest zadanie naukowca. Trzeba umieć skutecznie bronić swojej sprawy, a zarazem z godnością przyjmować porażkę i nie traktować jej jako osobistej urazy.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

DOBRZE PROWADZONY SPÓR

Dobrze prowadzony spór dwóch pełnych ognia mistrzów jest w pewnym sen­sie formą współpracy i przypomina potyczkę sądo­wą pomiędzy obrońcą i prokuratorem, czyli „urzęd­nikami prawa” dążącymi w pierwszym rzędzie do wymierzenia sprawiedliwości, co nie przeszkadza, że po zrzuceniu togi i peruki udają się w najlepszej zgodzie na wspólny posiłek.Czy nie przedstawiam sporów naukowych w spo­sób zanadto sielankowy? To prawda, że wśród zdol­nych naukowców jest wielu żywiołowych, złośliwych ludzi, zdolnych w otwartej dyspucie zranić swego przeciwnika głębiej, niżby zamierzali. Ci zaś, któ­rych natura obdarzyła szczególną drażliwością i skłonnością do zazdrości, łatwo się obrażają i wpa­dają w gniew, jeśli tylko odczują coś, co ma rze­komo uchybiać ich zawodowej sławie.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

POD POZORAMI

Kiedy indziej znów pielęgnowana od lat idea staje się oczkiem w głowie i wyzwala uczucia niemal ojcowskiego przywiązania. Jeżeli społeczność naukowa przyjmu­je taką ideę z obojętnością, odbieramy to jako celo­we, choć niczym nie umotywowane, a więc niemoż­liwe do odparcia lekceważenie i niechęć. Pod pozorami czysto naukowej dysputy mogą się również kryć całkiem przyziemne konflikty, na przykład walka o władzę lub o pieniądze. Czasami w spory pomiędzy poszczególnymi naukowcami włączają się zatrudniające ich instytucje, w wyniku czego całe zespoły czują się zmuszone do wzięcia udziału w konflikcie. Albo rzecz idzie o szersze problemy zastosowań technicznych, jak w klasycz­nym sporze na temat możliwości skonstruowania bomby wodorowej pomiędzy Oppenheimerem a Tellerem.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

ZASADY W NAUCE

Jednakże zasady obowiązujące w normalnej nauce bardzo wyraźnie potępiają stosowanie argumentum ad hormnem jadowitych ataków osobistych typu blicznego obrzucania błotem, tak częstego wśród historyków, filozofów, teologów i innych. Jednocześnie trzeba się stale utrzymywać w czo­łówce wciąż rosnącej grupy kolegów uparcie dążą­cych w tym samym kierunku. Ktoś, komu przez pewien czas udawało się płynąć na grzbiecie fali i kto znajdzie się raptem w tyle lub zostanie w tło­ku zepchnięty na mieliznę, może istotnie popaść w przygnębienie. Jeżeli chcemy utrzymać swój auto­rytet naukowy, musimy stale powiększać nasz wkład do nauki. Nie można złożyć wioseł i płynąć dalej na fali dawnego uznania.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn